niedziela, 3 listopada 2019

3.11.2019 r.

Wychodziłam z przychodni po terapii, ale nigdy wcześniej tam nie byłam, obce miejsce. Dzwoniłam do M, bo totalnie mnie olewał. W końcu odebrał, mając powolny głos, ciągle się śmiejąc. Spytałam co się dzieje i że już do niego jadę. Odparł, że nie, po co, że jego kuzyn ogarnął coś do palenia, a ja w szoku pytałam co proszę? Mówił dalej, że po co mam jechać, jak już mają dziewczyny na miejscu. Pobiegłam szukać tramwaju, dojechałam i weszłam do mieszkania. Siedzieli w pokoju kuzyna, totalnie naćpani z jakimiś kolegami. Zamówili prostytutki, które siedziały na ich kolanach, bądź obok nich. Krzyknęłam, że co się tu odpierdala. M powiedział, że ciągle się denerwuję i żebym w końcu przestała. Wyrzuciłam to co palili za okno, a dziewczynom kazałam spierdalać. M się zaczął kłócić, że mają zostać, bo ja i tak jestem bezużyteczna i droższa niż one. Uderzyłam go i uciekłam.

23.10.2019 r.

Byłam w ogromnej galerii, oddalonej od miasta i jakichkolwiek domów. Widziałam wszystko, nawet siebie jakbym oglądała film. Byłam w sklepie jubilerskim w podziemiach. Ktoś robił małe, srebrne kule. Miałam moc, dzięki której zrobiłam podróby, a dwie prawdziwe ukradłam. Ktoś to zauważył i gang zaczął mnie ścigać. Było dużo biegania, ucieczki, skakania i kaskaderki jak z filmów akcji. Miałam auto, czarne i opływowe, wyglądało jak batmobil. Ukradłam kluczki do niego od gangu i wsiadłam. Miałam jeszcze kolegę, który też sam uciekał i mi pomagał. Dużo jeździłam i próbowałam ich zgubić z parkingu. Przy zakręcie wypadła mi poduszka, ale na szczęście uciekliśmy. W tym śnie byłam młodym, czarnoskórym chłopakiem. Po wielu latach, gdzie galeria była już opustoszała, ktoś do niej wrócił i szukał poduszki. Znalazł ją, po czym wrócił do auta, minivana. Schował ją, ja czekałam na drugim siedzeniu aż przyjdzie i mi ją da. Odjechaliśmy dalej, ja przesiadłam się do batmobilu z poduszką. Kierowca minivana mi pomachał, okazało się, że był to Skrillex.

16.10.2019 r.

Malowałam się. Górną powiekę na łososiowy i błysk, a dolną na ciemny fiolet. Miałam jakąś super drogą paletkę, malowało się idealnie. Ciągle chwaliłam się mamie.

---

Słyszałam kwilenie dziecka. Poszłam za tym głosem do kuchni. Siedział w niej mój brat, ale jako nastolatek i strasznie płakał. Babcia siedziała obok. Przytuliłam go i zaczęłam na nią krzyczeć, że czemu nic nie robi, jak jemu dzieje się krzywda. Zaczęła rzucać okropne komentarze. Wyzywałam ją i krzyczałam.

9.10.2019 r.

Byłam w kantorze, szukając aparatu razem z bratem. Dyskutowałam z kolesiem, który był Berlinem z Domu z papieru. Wszyscy pracownicy byli nadzy. Jakiś kareł skomentował mój aparat, że to świetny wybór. Sprzedawcę zmieniła jakaś pani, też naga. Kazała mi skasować na kasie kartki urodzinowe dla innej klientki.

5.10.2019 r.

Była u mnie w domu znajoma C ze szkoły i nasza wspólna koleżanka D. Jeszcze parę znajomych z klasy. Zostawili wszyscy plecaki u mnie w toalecie. Byłam ciekawa co jest w jednym z nich, więc zaczęłam w nich grzebać. Znalazłam notesy i moje stare zdjęcia i opisy dotyczące mnie. Było tam napisane, że się jej podobałam i powiedziała to swojemu chłopakowi. On mówił, że jej pomoże, bo ją kocha na tyle mocno, że chce, żeby była szczęśliwa i że będziemy razem. Byłam w tak wielkim szoku, że wpadły mi do toalety. Wyciągnęłam je i schowałam. D zawołała mnie później do kuchni. Pyta, czy czytałam tamte zapiski (notesy nie były jej!). Odpowiedziałam, że nie. Pyta, czemu są mokre, o co chodzi. A ja odparłam, że na chuj to przegląda. Odpowiedziała, że była po prostu ciekawa.

30.09.2019 r.

Byłam na rowerze na Placu Biegańskiego. Miałam wracać do domu, ale zobaczyłam odnowiony kościół. Była msza, weszłam cicho i stanęłam przy schodach. Widziałam Pana P, znajomych z gimnazjum i technikum. Ktoś wychodził z ławki, po czym stanął przede mną, okazało się że to k. Blokowałam sobą wyjście. Powiedziała "kurwa no nie" i wbiegła po schodach. Za nią jej chłopak, rzucił, żebym stąd spierdalała. Parsknęłam na głos śmiechem. Słyszałam za plecami, że gdybym stanęła bliżej światła, byłoby fajne zdjęcie, od Pana P i innego chłopaka. Olałam to. Chłopak i k wrócili na swoje miejsca. Siadłam z jakimiś znajomymi i klonem k, mówiącym, że ją samą ostro pojebało, że była w szpitalu, ale nic to nie dało. Wzruszyłam ramionami. Msza się skończyła. Wyszłam z ludźmi zapalić, patrzyliśmy kto wychodzi. Rozmawiałam później z chłopakiem k, spytał mnie, co ma zrobić, żebym się wyprowadziła, bo dla k to za dużo, że ja tu mieszkam i mnie spotyka. Odpowiedziałam, że chce fizycznego dowodu, że ona też cierpiała. Mówił, że matka jej zmarła, pokazał mi jej grób. Ona sama pokazała mi ze łzami w oczach, nago, sznyty na całym ciele. Podeszłam do niej z uśmiechem i powiedziałam, że to za mało, że NIC nie wystarczy.

26.09.2019 r.

Miałam urodziny, na których był jakiś chłopak, którego nie znam i kolega. Porobili mi paski na palcach i dłoniach. Myślałam, że to marker. Okazało się, że to wszyte nitki. Byłam w pracy, wycinałam je i płakałam z bólu. Całe dłonie miałam we krwi. Kierowniczka kawała mi na to plastry.

---

Byłam w pokoju babci. Na zewnętrznym parapecie leżał M, jego brat i dziewczyna brata, plus wspólny znajomy i jakiś chłopak. Otworzyłam okno i kazałam im wejść do pokoju. M mnie dotknął i spytał czy wszystko okej. Odepchnęłam go i powiedziałam, żeby mnie nie dotykał. Ten chłopak chciał mnie odepchnąć i wejść do środka, mówił, żebym tak nie robiła, to drugie piętro. Powiedziałam, że mam to gdzieś, ale on i tak wszedł do mieszkania. M się na niego rzucił, ale on go odepchnął. Skoczyłam na niego z pięściami i biłam go rękoma w bandażach.

25.08.2019 r.

Siedziałam przed lustrem. Zauważyłam coś na swojej głowie, we włosach. Myślałam, że to paproch. Chciałam to ściągnąć, ale zaczęło być tego więcej. Miało fakturę cukru zmieszanego z olejem. Ciągle próbowałam to ściągnąć, ale zaczęłam rwać skórę do krwi.

---

Mieszkałam we Wrocławiu. Byłam zdenerwowana i zgubiona. Miałam jechać do pracy, ale tramwaj źle pojechał. Wysiadłam z niego, wiedziałam, że jak się spóźnię, to mnie zwolnią. Próbowałam się odnaleźć, szukać pomocy, iść dalej. Wyszłam na most nad rzeką. Siadłam na schodach, karmiłam jakieś ptaki słodką bułką. Płakałam. Wróciłam w poprzednie miejsce, gdzie wysiadłam z tramwaju. Jakaś pani mnie zaczepiła, mówiła coś o mojej winie. Poczułam, że ktoś mnie ciągnie za rękę, mówi, że jesteśmy już spóźnieni. Odwróciłam się, był to chłopak z długimi blond włosami. Był młodszy ode mnie. Powiedział, że ta pani nigdy by nie przestała gadać. Zaczął opowiadać o sobie, że uciekł ze szkoły i mu się nudzi. Rozmawiałam z nim bardzo długo chodząc po mieście.

wtorek, 6 sierpnia 2019

06.08.2019 r.

Byłam w szpitalu. Wszyscy byli atakowani chorobami przez robactwo. Ja przez karaluchy. Widziałam mężczyznę, lekarza (Dean Norris), który tłumaczył, co będą mi robili. Byłam przerażona, na łóżku obok mnie wywozili mężczyznę z całą przezroczystą skórą, pod którą chodziły i ruszały się jasne glizdy. Byłam zbyt delikatna fizycznie na karaluchy, więc miałam mieć przeprowadzoną operację, gdzie najpierw włożą mi rurę do żołądka przez gardło, a później dotkną mojego serca przy otwartej klatce piersiowej karaluchem. Później wszyją go tam. Panikowałam, by nie robili mi tego na żywca, by mnie uśpiono. Lekarz się nie zgodził, powiedział, że nie mają jak liczyć czasu. Zaproponowałam użycie mojego stopera w telefonie. Odparł, że może być, po czym od razu zmienił zdanie, mówiąc, że mam włączone wygaszanie ekranu i tak być nie może. Zaczęłam szukać jak mogę to wyłączyć, ale Marcin ciągle do mnie pisał i telefon zwieszał mi się przez powiadomienia. Jego jedna z wiadomości brzmiała "powodzenia na operacji XD". Zaczęto wyjeżdżać moim łóżkiem z pokoju, ja nadal panicznie szukałam tej opcji. Nagle do pokoju wpadła lekarka, rzucając się na mnie i wpychając mi rurę do gardła. Czułam jedynie to jak się duszę i jak lecą mi łzy.

wtorek, 16 lipca 2019

16.07.2019 r.

Obcinałam nożyczkami włosy na rękach. Podawałam drinki jako barmanka Jake'owi Gyllenhaalowi. Męskie wyrobione dłonie przyduszały mnie do pochyłej pustej ściany.

11.07.2019 r.

Byłam nad morzem z mamą i Młodym na wakacjach. Dojechaliśmy zmęczeni do domu i wyszliśmy spacerować. Mama ułożyła się i opalała, a ja z Młodym mieliśmy iść jakby wąwozem na wysokość dwóch metrów na plażę. Było to bardzo daleko, szliśmy parę godzin. Młody źle się poczuł, więc chciałam kupić wodę. W sklepie okropni ludzie sprzedali nam tymbark i wodę gazowaną. Próbowałam wyjaśnić, że potrzebuję niegazowaną, ale za dużo z tym problemów było. Poza tym, płaciłam chipsem za te zakupy. Wyszliśmy stamtąd na duże podwórko, zgubiliśmy się przez inne wyjście. Za nami było boisko, ktoś się na mnie gapił i krzyczał. Też zaczęłam krzyczeć. Wyszliśmy z podwórka na asfaltową drogę z drzewami po bokach. Nie było chodników, przejechało tylko parę aut. Zauważyłam, że za nami jedzie skuter, który zatrzymał się obok nas. Dorosły mężczyzna, zaniedbany, brudny, z ciemnym piachem na twarzy. Wyciągnął rękę w moją stronę. Zauważyłam, że mama dzwoniła do mnie kilka razy, więc odsuwam się i zaczęłam oddzwaniać, mówiąc, że się zgubiliśmy i potrzebuję pomocy. Zaczęłam biec, Młody wziął skądś skuter i zaczął odjeżdżać. Zaczęło nadjeżdżać więcej tego typu mężczyzn, próbowałam wskoczyć na tamten skuter, ale nie trafiłam. Krzyczałam, upadłam na ziemię, zaczęli sięgać do mnie rękoma.

26.06.2019 r.

Byłam w pracy w księgarni. Wszystko było inaczej rozstawione i ułożone. Było ogromne zaplecze na scenie, takim podwyższeniu. Ludzie ciągle tam wchodzili, mimo iż nie było wolno. Musiałam ich wyganiać i ciągle spóźniałam się do pracy. Ludzie mi to wypominali.

23.06. 2019 r.

Byłam sama w pokoju. Zza biurka wyszedł mały skorpion. Próbowałam złapać go kubkiem, ale nie dawałam rady. Nie miałam jak wyjść z pokoju. Zaczął wspinać się po ścianie, po czym zsunął się na sieci w sufitu.

7.06.2019 r.

Mieszkałam z Marcinem w Warszawie połączonej z Wrocławiem. Istniała magia i zaklęcia. Marcin był moim mężem, mieliśmy jakąś przygodę w opuszczonych jaskiniach i lasach. Jakaś dziewczyna próbowała mi robić ciągle na złość, więc magią ciągle jej wszystko psułam. Mieliśmy z Marcinem również mieszkanie, bardzo wysoko z widokiem z sypialni na miasto.

4.06.2019 r.

Zrobiłam tatuaż na prawej ręce. Miała to być stokrotka. Tatuażysta zakleił tatuaż naklejką z brzydką stokrotką, jakby dziecko to rysowało. Jak ją odkleiłam, okazało się, że jest realistyczny, ale kolory, totalnie niepasujący do reszty.


Byłam na Bieganie, miałam iść do Marcina. Był z jakąś grupką ludzi, chodził po Pokemonach. Trzymał torebkę jakiejś dziewczynie. Zwykła, czarna z Pumy. Dziewczyna ciągle wokół niego latała, szukała niby czegoś w torebce. Byłam wściekła i podeszłam, zrobiłam awanturę i rzuciłam w tę szmulę jej torebką. Tłumaczyłam, że to okropne i tak się nie robi, że gdyby to jeszcze był ktoś bliski, gdzie serio potrzebowałby pomocy z torbą to może, a nie laska, która z nim flirtuje. On się wściekł i powiedział, że przesadzam. Powiedziałam, że mam to gdzieś i chciałam odejść, ale szarpnął mnie za ramię i powiedział, że mam zostać z nim. Wyrwałam się i uciekłam.

2.06.2019 r.

Byłam z Marcinem w nocy na Rakowie na pętli. Chciał jechać tunelem pod pociągami, byliśmy na rowerach. Ja się strasznie bałam, mówiłam, że nie chcę tamtędy jechać, bo jest czarno, zero światła i słyszę, że coś tam szura, że powinniśmy jechać na lewo i dalej jak są tramwaje. Odpowiedział, że nie, bo w tamtą stronę znajdzie więcej malin do Pokemonów. Próbowałam go przekonać, ale totalnie mnie nie słuchał, a mój rower sam jechał jak jego. Nie mogłam uciec, śmiał się i wjechał w ciemność.

20.05.2019 r.

Spacerowałam z Marcinem na moim osiedlu. Poszliśmy do sklepu, spytałam gdzie jesteśmy, po czym zauważyłam, że to second hand. Staliśmy wśród wieszaków, wokół mnie były kurtki. Spytałam Marcina czy wie, jaka jest pierwsza zasada w szukaniu kurtek. Odpowiedział, że nie. Szukałam więc po kieszeniach i znalazłam pieniądze, po czym mówię, że właśnie taka, trzeba przeszukać. Dostaliśmy pracę przy dawaniu cen ubrań. Znaleźliśmy nowe, naprawdę ładne ubrania i je sobie wzięliśmy. Pracowałam później na stanowisku w tej hali, jako wróżbitka. Były jakieś zabawy, ozdabiałam stół płatkami róż. Były krzywo i ludzie mi pomagali. Tata Sat również tam był, przytulił mnie i powiedział, że ważne, że się starałam. Wróżyłam później z kości z kart tarota.

16.04.2019 r.

Wchodziłam po schodach do klatki, słyszałam głośną muzykę i jakieś głosy. Weszłam do domu, nasz pokój wyglądał inaczej. Ojciec grał na moim laptopie w Metina, a Młody tłumaczył mu co i jak. Ściszyłam muzykę i spytałam kto dostał pierdolca. A on, że nie słyszał po prostu, więc sobie przygłosił. Kazałam mu iść po swój laptop i nie ruszać mojego. Młody powiedział, że był włączony, to sobie zaczęli grać.


Wszystko było w stylu bajki Kubo i dwie struny. Miałam siostrę w podobnym mi wieku. Byłyśmy w Chinach. Biegałyśmy po jakiejś starej wiosce, wchodziłyśmy na dachy. Ktoś nas zauważył i zaczął atakować, strzelać do nas. Siostra pokazywała mi jak się dowiedzieć czy dany dach jest dobry to rytuałów. Po prostu w pewnych miejscach się zapadał. Weszłyśmy do jakiegoś domu, ale okazało się, że są tam źli ludzie. Udawałam figurę. Kucnęłam przy łóżku jakiegoś starszego, chorego mężczyzny. Chyba był głową rodziny. Widzieli we mnie rzeźbę, ale w końcu musiałam uciekać. Wskoczyłam do morza, które było wokół wyspy. Przebrałam się szybko, bo moja rodzina miała jakieś święto. Jednak źli ludzie zaczęli już nadbiegać z bronią. Udawałam, że nic nie wiem i ciągle byłam tutaj, ale nie wierzyli i zaczęli atakować. Zmieniłam się w ogromnego chińskiego smoka i musiałam z nimi walczyć.

6.04.2019 r.

Gra o Tron, Królewska przystać. Byłam Starkiem i musiałam stamtąd uciekać, bo Cersei chciała mnie zabić. Istniały również podróże między wymiarami, chciałam jakoś wrócić do siebie. Udało mi się, ale wszystko było takie jak w Grze o Tron. Zauważyłam, że tylko ludzie są tacy sami, jakbym przeniosła całą salę w miejsce kościoła na moim osiedlu. Zaczęłam więc uciekać i się chować. Dotarłam do domu, żeby spotkać się z samą sobą, ale byłam mocno inna. Schowałam się w piwnicy, żeby trochę ze sobą pogadać. Strażnikami były latające roboty, które miały patrole, co mocno przeszkadzało w rozmowie. Pomyślałam, że znajdę Marcina. Nie miał pojęcia kim jestem, Marek jedynie powiedział, że skądś tam mnie kojarzy i to tyle. Jedynie Clon mnie znał, ale tylko z tego wymiaru. Byłam załamana. Chowałam się później na strychu, a Marcin ciągle dziwnie się na mnie patrzył.

29.03.2019 r.

Park Jasnogórski, mój dziadek i młody jako dzieciak. Chodziliśmy, szukaliśmy tego drzewa, dąb Bartek. Dziadek kupił sobie czapkę z daszkiem. Poszliśmy na zjazd, żeby pojeździć. Widziałam Clona i Świstaka, jak grali w Pokemony. Chodziliśmy dalej, w pewnym momencie zrobiło się zimno i ciemno. Byłam sama, widziałam tył ławki i Marcina. Zobaczyłam, że z kimś siedzi, z jakąś dziewczyną. Podeszłam kawałek i usłyszałam, że skarży się na mnie, że ciągle są ze mną jakieś problemy, że pada na pysk, od ciągłego zajmowania się mną. Złapał ją za kolano i mówił dalej, że ma już wszystkiego dosyć, że jestem jak kula u nogi, po czym ją pocałował.

Dziadek umiera, mój kot również. Ja piszę listy pożegnalne i jadę nad morze. Zostawiłam wszystkie rzeczy i poszłam się po prostu utopić.

12.03.2019 r.

Byłam przed klatką schodową, musiałam oblepić całe schodki przed nią, te na zewnątrz w papierze ozdobnym. Miałam taśmę klejącą i nożyczki. Bardzo się zmęczyłam, dużo roboty z tym było. Przyszedł Marcin, mówiłam mu, że okropnie wyglądam, bo nie spałam, ciągle pracuję. A on, że luz, wyglądałam ładnie. Stał, patrzył się na mnie, po czym dodał, że ładnie, ale mogłam wyglądać lepiej, bo mam włoski na twarzy.

28.10.2018 r.

Jechałam tramwajem z mamą i Młodym, ale wyglądał bardziej jak pociąg. Siedzimy, była zima, a mama, że jedziemy na lody. Ktoś coś gadał głośniej, po czym widzę, że Krz z podstawówki i jego kolega rozdają prezenty na święta. On coś mi dał i spytał, czy możemy pogadać. Dostałam czekoladki i lalkę Barbie, zostawiłam to i się przesiadłam. Powiedział, że męczy go to, że wszyscy byli dla mnie niemili w podstawówce. Mówię, że nie wiem co odpowiedzieć, to było ponad 10 lat temu, że nie mam żalu ani pretensji. On mówi, że tego nie rozumiał, ale chce, żeby było cool, więc świetnie, że jest wszystko w porządku.


Lato, szłam z jakąś znajomą przy swoim bloku i widziałam, że ktoś mi śle buziaki z okna, ale nie wiem kto to. Szłyśmy dalej, gadamy z jakimiś jej koleżankami. Idę do domu, bo już noc. W domu nikogo nie ma, prócz młodego i małego dziecka. Zaczęłam panikować, jak mam się nim zająć. Krzyczę na Młodego, a on ma to gdzieś. Przytuliłam dziecko i zrobiłam mu miejsce do spania w kartonie, bo bałam się, że zrzucę je w nocy z łóżka.

16.11.2018 r.

Był moje urodziny, ale było lato. Byłam na jakimś podwórku, cała rodzina i znajomi też. Mój tort miał odbicie mojej dłoni jak miałam roczek i obecnej.

20.01.2019 r.

Babcia Marcina miała sklep. Wczesny ranek, niby 3W, ale zmienione. W głowie leciał mi Post Malone - Jackie Chan. Marcin zadzwonił i pytał co się dzieje i gdzie jestem. Mówię, że nic takiego i że wchodzę do sklepu. Rozłączyłam się i weszłam do pomieszczenia z ubraniami i bzdetami. Powoli sklep plajtował. Szukałam ozdoby do włosów i znalazłam czarną spinkę. Babcia Marcina mi ją dała. Przyszedł sklep sklepu z body, mówiąc, że da mi je za darmo, jak je założę i będę się do niego zwracała jak do nauczyciela. Powiedziałam, że dzwonię po Policję, a on, żebym dzwoniła i pozdrawia Marcina. Bałam się, że coś mu zrobi. Wyszłam, spotkałam Szna, który niósł coś ogromnego na plecach. Pogadałam z nim chwilę, zadzwoniłam do Marcina, który był wściekły, że się z nim rozłączyłam.

27.02.2019 r.

Moje mieszkanie, które było nawiedzone i musieliśmy wynosić wszystkie rzeczy. Wzięłam również domek dla lalek i bardzo panikowałam, że duchy mi coś zniszczą. Ciągle sobie przypominałam o kolejnych moich rzeczach do spakowania, ale zapomniałam szczoteczki do zębów. Przenieśliśmy się do innego domu, mieszkałam w odnowionej piwnicy. Zeszłam na dół, a ktoś krzyknął. Odwróciłam się, patrzę na schody na górze, a tak jakiś cień. Spytałam "kto to?", cisza i coś się na mnie rzuciło. Były to demony, które mnie opętały.

2.03.2019 r.

Stary bunkier, szyba, za nią pomieszczenie. Jacyś ludzie i Brzoza. Przed szybą tunel w dół. Mały, ktoś musiał tam zejść. Marcin poszedł na ochotnika. Na stanowisku stał stary mikrofon ze słabą łącznością. Schodził w dół, po statkach, zdobywał złoto, pieniądze i klejnoty. Zbierał co mógł. Bardzo się denerwowałam, rozmawiałam z nim. Po 5h schodzenia w dół kazałam mu wracać. Jakaś dziewczyna pytała po co, skoro może przynieść więcej i wszystko jest w porządku. W tym momencie straciliśmy z nim łączność.



Podwórko na 3W, obok Lewiatana, ja, Marcin, Kacper. Sporo ludzi i Pani z psem labradorem. Nagle podbiegł niedźwiedź, atakując tego psa. Zaczęłam go bronić i uciekał na huśtawkę, by nie mógł mnie złapać. Miś próbował mnie dosięgnąć, ale nie dał rady, bo się bujałam. W końcu mnie dopadł i miałam dziurę na wylot w klatce piersiowej. Marcin trzymał mnie w ramionach, ja mówiłam, że nie żałuję, bo uratowałam pieska.



Ciepłe, słoneczne lato. Widziałam Marcina z jakąś dziewczyną i się wściekłam. Poszłam na tramwaj do domu, ale były one (przystanki) zaraz na przeciwko siebie. Marcin szedł za mną i mówił, że przesadzam, że to nie on. Szło mu słabo, jakby ktoś kazał mu mnie przekonać na siłę. Dałam mu świeczki, które wybuchały na dwa metry jak kończył się palić lont. Kazałam mu spierdalać i je odpalić. Zrobił to, ale nic się nie stało. W końcu podjechał tramwaj, Marcin wsiadł do 2 wagonu, ja do 1. Siadłam na końcu, a przede mną Ane. Miałam czapkę z daszkiem, skinęłam mu na powitanie i zasłoniłam twarz, widząc, że próbuje mi zrobić zdjęcie telefonem.

Śnił mi się również konkurs fotograficzny Top Model na selfie, miałam blond włosy z prostą grzywką.

17.11.2018 r.

Śniła mi się górka, po której jechałam z Marcinem. Trzymał dziecko, jakby było nasze, a ja go nie dotykałam. Mówił, że trzeba się przyzwyczaić i wtedy wszystko robi się odruchowo. Był zachwycony tym dzieckiem. Marcin miał dla mnie niespodziankę, więc zostawiliśmy to dziecko w specjalnym miejscy, ubrane w złotą zbroję z Minecrafta, żebyśmy je rozpoznali. Prezentem były kolejki górskie, koło młyńskie, na które Marcin poszedł razem ze mną.

21.11.2018 r.

Zaraza, ciągle próbowałam uratować Marcina. Dom, Clon i Marek byli chorzy, stworzyli tego wirusa. Ja byłam odporna, Marcin i ktoś jeszcze nie. Marek miał wyżartą twarz, próbowali zarazić Marcina. Próbowali się do niego dostać, ale kupiłam mu wystarczająco dużo czasu. Uciekł, po czym staliśmy za domem, Clon i Marek byli zamknięci. Nie byli źli, po prostu chorzy i chcieli wszystkich zarazić. Powiedziałam Marcinowi, żeby odszedł dalej dla bezpieczeństwa, a on się zdenerwował, że ma dość rozkazów i ciągle mnie słucha. Mówię, że to nie jest zabawa, że chodzi o niego i jego bezpieczeństwo jest najważniejsze. Obraził się, bo wolałby sam o sobie decydować. Marek miał wyżartą łapę psa, a Clon ciągle próbował podpuszczać Marcina, że się tylko słucha i jest pantoflem, żeby ich wypuścił. Zawahał się.

29.11.2018 r.

Długi korytarz z obrazami i ich cenami. Pilnował tego mężczyzna, który znał każdą cenę na pamięć. Dodawałam w myślach wszystkie kwoty razem, jednocześnie smucąc się, że nigdy nie namaluję obrazu, który będzie coś wart.