Podwórko na 3W, obok Lewiatana, ja, Marcin, Kacper. Sporo ludzi i Pani z psem labradorem. Nagle podbiegł niedźwiedź, atakując tego psa. Zaczęłam go bronić i uciekał na huśtawkę, by nie mógł mnie złapać. Miś próbował mnie dosięgnąć, ale nie dał rady, bo się bujałam. W końcu mnie dopadł i miałam dziurę na wylot w klatce piersiowej. Marcin trzymał mnie w ramionach, ja mówiłam, że nie żałuję, bo uratowałam pieska.
Ciepłe, słoneczne lato. Widziałam Marcina z jakąś dziewczyną i się wściekłam. Poszłam na tramwaj do domu, ale były one (przystanki) zaraz na przeciwko siebie. Marcin szedł za mną i mówił, że przesadzam, że to nie on. Szło mu słabo, jakby ktoś kazał mu mnie przekonać na siłę. Dałam mu świeczki, które wybuchały na dwa metry jak kończył się palić lont. Kazałam mu spierdalać i je odpalić. Zrobił to, ale nic się nie stało. W końcu podjechał tramwaj, Marcin wsiadł do 2 wagonu, ja do 1. Siadłam na końcu, a przede mną Ane. Miałam czapkę z daszkiem, skinęłam mu na powitanie i zasłoniłam twarz, widząc, że próbuje mi zrobić zdjęcie telefonem.
Śnił mi się również konkurs fotograficzny Top Model na selfie, miałam blond włosy z prostą grzywką.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.