Siedziałam przed lustrem. Zauważyłam coś na swojej głowie, we włosach. Myślałam, że to paproch. Chciałam to ściągnąć, ale zaczęło być tego więcej. Miało fakturę cukru zmieszanego z olejem. Ciągle próbowałam to ściągnąć, ale zaczęłam rwać skórę do krwi.
---
Mieszkałam we Wrocławiu. Byłam zdenerwowana i zgubiona. Miałam jechać do pracy, ale tramwaj źle pojechał. Wysiadłam z niego, wiedziałam, że jak się spóźnię, to mnie zwolnią. Próbowałam się odnaleźć, szukać pomocy, iść dalej. Wyszłam na most nad rzeką. Siadłam na schodach, karmiłam jakieś ptaki słodką bułką. Płakałam. Wróciłam w poprzednie miejsce, gdzie wysiadłam z tramwaju. Jakaś pani mnie zaczepiła, mówiła coś o mojej winie. Poczułam, że ktoś mnie ciągnie za rękę, mówi, że jesteśmy już spóźnieni. Odwróciłam się, był to chłopak z długimi blond włosami. Był młodszy ode mnie. Powiedział, że ta pani nigdy by nie przestała gadać. Zaczął opowiadać o sobie, że uciekł ze szkoły i mu się nudzi. Rozmawiałam z nim bardzo długo chodząc po mieście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.