niedziela, 3 listopada 2019
30.09.2019 r.
Byłam na rowerze na Placu Biegańskiego. Miałam wracać do domu, ale zobaczyłam odnowiony kościół. Była msza, weszłam cicho i stanęłam przy schodach. Widziałam Pana P, znajomych z gimnazjum i technikum. Ktoś wychodził z ławki, po czym stanął przede mną, okazało się że to k. Blokowałam sobą wyjście. Powiedziała "kurwa no nie" i wbiegła po schodach. Za nią jej chłopak, rzucił, żebym stąd spierdalała. Parsknęłam na głos śmiechem. Słyszałam za plecami, że gdybym stanęła bliżej światła, byłoby fajne zdjęcie, od Pana P i innego chłopaka. Olałam to. Chłopak i k wrócili na swoje miejsca. Siadłam z jakimiś znajomymi i klonem k, mówiącym, że ją samą ostro pojebało, że była w szpitalu, ale nic to nie dało. Wzruszyłam ramionami. Msza się skończyła. Wyszłam z ludźmi zapalić, patrzyliśmy kto wychodzi. Rozmawiałam później z chłopakiem k, spytał mnie, co ma zrobić, żebym się wyprowadziła, bo dla k to za dużo, że ja tu mieszkam i mnie spotyka. Odpowiedziałam, że chce fizycznego dowodu, że ona też cierpiała. Mówił, że matka jej zmarła, pokazał mi jej grób. Ona sama pokazała mi ze łzami w oczach, nago, sznyty na całym ciele. Podeszłam do niej z uśmiechem i powiedziałam, że to za mało, że NIC nie wystarczy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.