Park Jasnogórski, mój dziadek i młody jako dzieciak. Chodziliśmy, szukaliśmy tego drzewa, dąb Bartek. Dziadek kupił sobie czapkę z daszkiem. Poszliśmy na zjazd, żeby pojeździć. Widziałam Clona i Świstaka, jak grali w Pokemony. Chodziliśmy dalej, w pewnym momencie zrobiło się zimno i ciemno. Byłam sama, widziałam tył ławki i Marcina. Zobaczyłam, że z kimś siedzi, z jakąś dziewczyną. Podeszłam kawałek i usłyszałam, że skarży się na mnie, że ciągle są ze mną jakieś problemy, że pada na pysk, od ciągłego zajmowania się mną. Złapał ją za kolano i mówił dalej, że ma już wszystkiego dosyć, że jestem jak kula u nogi, po czym ją pocałował.
Dziadek umiera, mój kot również. Ja piszę listy pożegnalne i jadę nad morze. Zostawiłam wszystkie rzeczy i poszłam się po prostu utopić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.