wtorek, 16 lipca 2019

11.07.2019 r.

Byłam nad morzem z mamą i Młodym na wakacjach. Dojechaliśmy zmęczeni do domu i wyszliśmy spacerować. Mama ułożyła się i opalała, a ja z Młodym mieliśmy iść jakby wąwozem na wysokość dwóch metrów na plażę. Było to bardzo daleko, szliśmy parę godzin. Młody źle się poczuł, więc chciałam kupić wodę. W sklepie okropni ludzie sprzedali nam tymbark i wodę gazowaną. Próbowałam wyjaśnić, że potrzebuję niegazowaną, ale za dużo z tym problemów było. Poza tym, płaciłam chipsem za te zakupy. Wyszliśmy stamtąd na duże podwórko, zgubiliśmy się przez inne wyjście. Za nami było boisko, ktoś się na mnie gapił i krzyczał. Też zaczęłam krzyczeć. Wyszliśmy z podwórka na asfaltową drogę z drzewami po bokach. Nie było chodników, przejechało tylko parę aut. Zauważyłam, że za nami jedzie skuter, który zatrzymał się obok nas. Dorosły mężczyzna, zaniedbany, brudny, z ciemnym piachem na twarzy. Wyciągnął rękę w moją stronę. Zauważyłam, że mama dzwoniła do mnie kilka razy, więc odsuwam się i zaczęłam oddzwaniać, mówiąc, że się zgubiliśmy i potrzebuję pomocy. Zaczęłam biec, Młody wziął skądś skuter i zaczął odjeżdżać. Zaczęło nadjeżdżać więcej tego typu mężczyzn, próbowałam wskoczyć na tamten skuter, ale nie trafiłam. Krzyczałam, upadłam na ziemię, zaczęli sięgać do mnie rękoma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.