Jechałam tramwajem z mamą i Młodym, ale wyglądał bardziej jak pociąg. Siedzimy, była zima, a mama, że jedziemy na lody. Ktoś coś gadał głośniej, po czym widzę, że Krz z podstawówki i jego kolega rozdają prezenty na święta. On coś mi dał i spytał, czy możemy pogadać. Dostałam czekoladki i lalkę Barbie, zostawiłam to i się przesiadłam. Powiedział, że męczy go to, że wszyscy byli dla mnie niemili w podstawówce. Mówię, że nie wiem co odpowiedzieć, to było ponad 10 lat temu, że nie mam żalu ani pretensji. On mówi, że tego nie rozumiał, ale chce, żeby było cool, więc świetnie, że jest wszystko w porządku.
Lato, szłam z jakąś znajomą przy swoim bloku i widziałam, że ktoś mi śle buziaki z okna, ale nie wiem kto to. Szłyśmy dalej, gadamy z jakimiś jej koleżankami. Idę do domu, bo już noc. W domu nikogo nie ma, prócz młodego i małego dziecka. Zaczęłam panikować, jak mam się nim zająć. Krzyczę na Młodego, a on ma to gdzieś. Przytuliłam dziecko i zrobiłam mu miejsce do spania w kartonie, bo bałam się, że zrzucę je w nocy z łóżka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.