piątek, 31 stycznia 2020

22.01.2020 r.

Pokłóciłam się z Marcinem. Byliśmy w pokoju babci. Chciał wyjść pić z MR, spytałam gdzie on niby idzie w środku nocy. Zaśmiał się i wyszedł. Zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wrócił, że niby zapomniał papierosów i teraz nie opłaca mu się wychodzić.

Byłam we Francji na wymianie. Mieszkałam z jedną dziewczyną i jej rodziną. Robiliśmy wieczorem grilla. Była ona, ja, jej przyjaciółka, jej brat i znajomy, który mi się podobał. Przyjaciółka zaczęła go na złość podrywać na moich oczach. Zdenerwowałam się, usiadłam jej na kolanach i powiedziałam, że jak nie on to ona.
Byliśmy na drugim piętrze w kuchni. Sprzątałam i robiłam jedzenie. Przyszedł chłopak. Próbował nieudolnie zagadać. Za oknem zauważyłam dorosłego kota, który rodził małe kocięta. Płakałam i prosiłam kocią mamę, żeby tylko zaczęły jeść i by ich nie odrzucała. Uratowaliśmy wszystkie, chłopak był pod wrażeniem.

20.01.2020 r.

Mieszkałam z Marcinem, MR i P u mnie w domu. Była 5 rano. Mieszkanie w środku było normalne, ale na zewnątrz był to domek jednorodzinny z podwórkiem. Usłyszałam hałas, wyszłam w piżamie z kołdrą. Miałam długie brązowe włosy, zobaczyłam Brz, który się w kimś kłócił. Wróciłam do domu. Miałam ze sobą kubek ze Starbucksa. Siedziałam już nie w swoim, ale jakby typowo amerykańskim przedpokoju i coś piłam. MR wyszedł ze swojego pokoju, mówiąc, że to idiotyczne wstawać ciągle rano i być niewyspanym, że nawet kawy nie piję i to bez sensu. Później siedzieliśmy wszyscy razem w dużym pokoju. Byłam kolorowo ubrana, miałam brokat na oczach i włosach, czekałam na autobus do szkoły. MR miał makijaż jak Pennywise i czekał na bus do pracy. Marcin miał długie włosy i skórzaną kurtkę. Poszliśmy do pokoju, ja sprawdzałam busy. Miałam jeden z przesiadką na pociąg i kolejne paręnaście innych busów.

19.01.2020 r.

Szłam po osiedlu. Była bardzo dziwna pogoda, jakby zaraz miała nadejść burza. Przede mną pojawił się zamek z fosą. Weszłam do środka, po czym znalazłam się w pokoju mojej babci, ale jakbym sama miała paręnaście centymetrów, a wszystko było ogromne. Były tam zwierzęta, które przed czymś uciekały. Była również jakaś zagadka, coś na poziomie escape roomu. Na środku stała ozdobna świąteczna choinka, pod nią paczka w której było siano, węgielek i kamień. Spojrzałam na te rzeczy i powiedziałam "o, Marcin, masz swoje rzeczy do pizzy". Ten kamień był krzemieniem, dało się go odkręcić na dwie połowy. Rozłożyłam siano i próbowałam zrobić ognisko, które w ogóle nie chciało płonąć. Wszyscy wokół mnie poganiali -- zwierzęta, oraz głos jakiejś bogini, której nie było w pokoju. Nie udało mi się rozpalić ogniska, poparzyłam się jedynie. Głos bogini kazał mi uciekać póki mogę. Wybiegłam stamtąd ze zwierzętami.

17.01.2020 r.

Śniło mi się, że wyszłam z Marcinem na miasto. Była noc i padał deszcz. Spacerowaliśmy, piliśmy w jakimś barze. W jednym zaczepił go jakiś facet, że buduje makiety i nam jakieś pokaże. Poszliśmy z nim do jakiejś bramy w II Alei. Na końcu był ślepy zaułek, małe pomieszczenie ze studnią na środku i spiralne schody w dół. Na dole było jego mieszkanie. Byłam tam sama. Chciał mnie zamknąć, trzymał za ręce i szarpał. Krzyczałam, koniec końców się z nim biliśmy. Z każdą chwilą był od nas większy. Uciekaliśmy niszcząc jego rzeczy, żeby nas zostawił. Na samej górze była jego żona z bronią. Zabrał ją jej i wyciągnął naboje, próbując wepchnąć je do jej gardła. Złapałam go za ramię z płaczem i próbowałam odciągnąć. Dogonił nas mężczyzna i zaczął ryczeć.

13.01.2020 r.

Dom na wsi, małe dziecko patrzące w okno, za oknami pojawiały się duchy moich zmarłych, uciekłam z dzieckiem.

9.01.2020 r.

5:11
Śnił mi się pogrzeb babci. Stałam na mównicy, bardzo się denerwowałam, żeby powiedzieć wszystko dobrze, tak jak powinnam. Po lewej stronie leżała jej trumna. Cała rodzina siedziała w ławkach płacząc.
Zmarła około 5:55.

czwartek, 2 stycznia 2020

1.01.2020 r.

Byłam na wakacjach w zagranicznym państwie. Było sucho i gorąco. Był też Marcin i nasza rodzina. Było jakieś święto, ludzie tańczyli na ulicach, ale każdy od siebie kradł. Bałam się o moje rzeczy i strasznie denerwowałam, bo ciągle ktoś wykradał mi moje kredki z plecaka z piórnika. Szliśmy gęsiego, później wszyscy stanęli w kółku. Marcin stanął dalej za mną i powiedział, że sobie idzie. Ja zdziwiona spytałam gdzie. Zaczął kręcić, tłumaczyć się jakimś spotkaniem z chłopakami i barem.

31.12.2019 r.

Byłam w sklepie z mamą i ciocią Beatą. Szukałam prezentu dla kuzynki. Przede mną stały dwa manekiny, na jednym był śliczny grafitowy płaszcz. Przymierzyłam go i leżał idealnie. Kosztował 139,99 zł. Odłożyłam go na miejsce. Podeszłam do mamy, żeby jej o nim opowiedzieć. Powiedziała, że jak go kupię to nie będę miała pieniędzy. Powiedziałam, że przecież kupuję prezent kuzynce, nie sobie. Było mi bardzo smutno. Mama znalazła jakieś futro. Stwierdziła, że nową kurtkę sprzeda swojej przyjaciółce Agacie, a sobie kupi to futro.

Było lato. Byłam w restauracji ze stolikami na dworze. Miałam syna. Siedział mi na kolanie i się bawił, ja próbowałam jeść obiad. Bardzo się frustrował, bo chciał kotleta, a ja mu go nie dawałam.

29.12.2019 r.

Byłam w innym mieście. Chodziłam po ulicach, weszłam w pustą bramę. Chodziłam między budynkami, znalazłam ogród. Na końcu była stara kawiarnia. Weszłam tam, nikogo nie było, paru pracowników. Byli dla mnie bardzo mili, kazali siąść przy ogromnym oknie wychodzącym na ogród, powiedzieli, że już robią mi herbatę i jakieś śniadanie. Po chwili w ciszy w ogrodzie zaczęły pojawiać się kolibry i koń z tęczową grzywą.

22.12.2019 r.

Byłam w aptece z receptą na dwie tabletki dzień po. Poszłam tam w środku nocy, żeby nikt mnie nie widział. Wychodząc zostałam napadnięta przez mężczyznę, który powtarzał, że to nie jego wina i żebym oddała tabletki. Uciekłam mu. Później zaczął mnie śledzić bezdomny z dywanami. Pod moją klatką był trzepak, sam blok był bardzo wysoki. Weszłam do klatki i akurat zauważyłam, że cała rodzina jest odświętnie ubrana i bardzo młoda. Mama wyglądała ślicznie, Bartek był jeszcze malutki. W głowie miałam tylko to, że nie będę im przeszkadzała, ale wyjść nie mogę, bo bezdomny dobijał się do drzwi. Mieli gdzieś jechać całą rodziną. Wyszli z klatki, ale po chwili mama i Bartek wrócili. Popłakałam się i spytałam czy mogę iść z nimi, tylko bym się lepiej ubrała. Mama powiedziała, że nie ma problemu i poczekają. Bartek złapał mnie za nogawkę i gaworzył, że nie puści. W domu siadłam z nim na kolanach, a później się przebrałam.

18.12.2019 r.

Leżałam u Marcina na łóżku razem z nim i jakąś dziewczyną. On był po lewej, dziewczyna po prawej, ja się grzałam na środku. Było mi miło i ciepło, po czym on przekręcił się i leżał obok dziewczyny, a ona odwróciła się do mnie plecami, żeby go przytulić.

8.12.2019 r.

Byłam dzieckiem w kinie. Siedziałam na przyciemnionej sali w fotelu. Po lewej siedziały dwie starsze panie, jedna trzymała moje nogi na swoich i masowała mi stopy, zachwycając się jakim cudnym dzieckiem jestem. Po prawej siedział mój opiekun, nie wiem kto ani jakiej płci. Fotele były zrobione z drożdżówki, na której ciągle wyjadałam kruszonkę. Nagle usłyszałam strzały. Okazało się, że w kinie są terroryści. Schowałam się za fotelami, wkurzona, że psują mi film. Dalej wyjadałam kruszonkę.

2.12.2019 r.

Pracowałam w galerii na wyspie, na której wypożyczałam rzeczy do pływania. Było tam mini akwarium, jak dla syreny, a ja w środku. Za drzwiami przy ścianie było przejście na ogromny basen. Na koniec pracy musiałam bardzo się spieszyć, bo przypomniałam sobie, że spóźnię się do szkoły, a biegałam jeszcze z jakimiś dziećmi po zamkniętej galerii.

29.11.2019 r.

Wbiłam sobie śrubę w prawą kostkę. Strasznie bolało, więc poszłam po pomoc do szpitala, który wyglądał jak pomieszczenie pielęgniarki w szkole. Była ogromna kolejka. I nikt nie chciał mi pomóc. Próbowałam sama to wyjąć, ale jak dotknęłam to dosłownie przeszył mnie prąd bólu i zaczęłam mdleć. Ciągle płakałam i prosiłam o pomoc. Jakaś lekarka polała ranę płynem do USG i wzięła kombinerki. Powtarzałam, że nie może tego zrobić, że musi mnie uśpić. Ona to wyrwała, ja się obudziłam.

Byłam w ukrytym klubie nocnym. Ostre światła, ciemne kąty i różne sale i pomieszczenia. Nie był to burdel, chociaż również do tego typu rzeczy służący. M mówił, że idzie gdzieś z chłopakami, a ja miałam przypuszczenia, że idzie właśnie tam. Nie byłam zła, to nadal muzyka i alkohol, nikt nie musiał tam korzystać z innych usług. Miałam bardzo długie włosy, a na ramieniu zawieszony aparat. Chodziłam przez te pokoje i rozmawiałam z ludźmi. Różne fetysze, płcie, seksualne zabawki, pokoje czarne i BDSM, różowe i lolicie. Mówiłam im po co tu jestem, wszyscy życzyli mi powodzenia, przytulali, całowali w policzki. Nie znalazłam go. Wróciłam do wyjścia, a on stał uśmiechnięty przy lustrze. Spytał co tu robię, ja pytam ile razy. Przestał się uśmiechać, pokazał jeden palec, oparł głowę o ręce i zaczął płakać. Powiedziałam, że spoko, jego wybór, ale ma mnie zostawić w spokoju. Chciał za mną iść, ale podbiegłam do ochroniarzy i powiedziałam im co i jak. Wyrzucili go, ja wróciłam do chodzenia po klubie i robiłam wszystkim zdjęcia. Dali mi się przebrać w uroczą sukienkę w różowym pokoju i czesali mi włosy.

4.11.2019 r.

Byłam na imprezie. Siedziałam w pokoju i głaskałam kota. Było dużo ludzi i muzyka. Ktoś podszedł i spytał się mnie czy dobrze się bawię. Mówię, że najlepiej, mam kota do głaskania. Wyszłam zapalić na parking, który wyglądał jak ten w galerii. Siedziałam na krawężniku, podszedł do mnie mężczyzna i zaczął rozmawiać. Poprosił o powiedzenie czegoś w trzech językach. Odpowiedziałam coś po angielsku, niemiecku i rosyjsku. Zaśmiał się i poprosił o powiedzenie czegokolwiek w języku, którego nie rozpozna. Znał wiele języków, więc powiedziałam imię głównej bohaterki z Atlantydy. Miał minę jak zacięty komputer. Podjechał van obok nas i zgarnęli go do środka. Olałam to.

Na tym samym parkingu śniła mi się kobieta i mężczyzna w bieliźnie. Sama również nie miałam ubrań. Robiłam im zdjęcie. Jedno z nich miało zimne, niebiesko zielone kolory. Na środku stał facet, po prawej kobieta z papierosem wydmuchująca dym nie na niego, a przed niego.

niedziela, 3 listopada 2019

3.11.2019 r.

Wychodziłam z przychodni po terapii, ale nigdy wcześniej tam nie byłam, obce miejsce. Dzwoniłam do M, bo totalnie mnie olewał. W końcu odebrał, mając powolny głos, ciągle się śmiejąc. Spytałam co się dzieje i że już do niego jadę. Odparł, że nie, po co, że jego kuzyn ogarnął coś do palenia, a ja w szoku pytałam co proszę? Mówił dalej, że po co mam jechać, jak już mają dziewczyny na miejscu. Pobiegłam szukać tramwaju, dojechałam i weszłam do mieszkania. Siedzieli w pokoju kuzyna, totalnie naćpani z jakimiś kolegami. Zamówili prostytutki, które siedziały na ich kolanach, bądź obok nich. Krzyknęłam, że co się tu odpierdala. M powiedział, że ciągle się denerwuję i żebym w końcu przestała. Wyrzuciłam to co palili za okno, a dziewczynom kazałam spierdalać. M się zaczął kłócić, że mają zostać, bo ja i tak jestem bezużyteczna i droższa niż one. Uderzyłam go i uciekłam.

23.10.2019 r.

Byłam w ogromnej galerii, oddalonej od miasta i jakichkolwiek domów. Widziałam wszystko, nawet siebie jakbym oglądała film. Byłam w sklepie jubilerskim w podziemiach. Ktoś robił małe, srebrne kule. Miałam moc, dzięki której zrobiłam podróby, a dwie prawdziwe ukradłam. Ktoś to zauważył i gang zaczął mnie ścigać. Było dużo biegania, ucieczki, skakania i kaskaderki jak z filmów akcji. Miałam auto, czarne i opływowe, wyglądało jak batmobil. Ukradłam kluczki do niego od gangu i wsiadłam. Miałam jeszcze kolegę, który też sam uciekał i mi pomagał. Dużo jeździłam i próbowałam ich zgubić z parkingu. Przy zakręcie wypadła mi poduszka, ale na szczęście uciekliśmy. W tym śnie byłam młodym, czarnoskórym chłopakiem. Po wielu latach, gdzie galeria była już opustoszała, ktoś do niej wrócił i szukał poduszki. Znalazł ją, po czym wrócił do auta, minivana. Schował ją, ja czekałam na drugim siedzeniu aż przyjdzie i mi ją da. Odjechaliśmy dalej, ja przesiadłam się do batmobilu z poduszką. Kierowca minivana mi pomachał, okazało się, że był to Skrillex.

16.10.2019 r.

Malowałam się. Górną powiekę na łososiowy i błysk, a dolną na ciemny fiolet. Miałam jakąś super drogą paletkę, malowało się idealnie. Ciągle chwaliłam się mamie.

---

Słyszałam kwilenie dziecka. Poszłam za tym głosem do kuchni. Siedział w niej mój brat, ale jako nastolatek i strasznie płakał. Babcia siedziała obok. Przytuliłam go i zaczęłam na nią krzyczeć, że czemu nic nie robi, jak jemu dzieje się krzywda. Zaczęła rzucać okropne komentarze. Wyzywałam ją i krzyczałam.

9.10.2019 r.

Byłam w kantorze, szukając aparatu razem z bratem. Dyskutowałam z kolesiem, który był Berlinem z Domu z papieru. Wszyscy pracownicy byli nadzy. Jakiś kareł skomentował mój aparat, że to świetny wybór. Sprzedawcę zmieniła jakaś pani, też naga. Kazała mi skasować na kasie kartki urodzinowe dla innej klientki.

5.10.2019 r.

Była u mnie w domu znajoma C ze szkoły i nasza wspólna koleżanka D. Jeszcze parę znajomych z klasy. Zostawili wszyscy plecaki u mnie w toalecie. Byłam ciekawa co jest w jednym z nich, więc zaczęłam w nich grzebać. Znalazłam notesy i moje stare zdjęcia i opisy dotyczące mnie. Było tam napisane, że się jej podobałam i powiedziała to swojemu chłopakowi. On mówił, że jej pomoże, bo ją kocha na tyle mocno, że chce, żeby była szczęśliwa i że będziemy razem. Byłam w tak wielkim szoku, że wpadły mi do toalety. Wyciągnęłam je i schowałam. D zawołała mnie później do kuchni. Pyta, czy czytałam tamte zapiski (notesy nie były jej!). Odpowiedziałam, że nie. Pyta, czemu są mokre, o co chodzi. A ja odparłam, że na chuj to przegląda. Odpowiedziała, że była po prostu ciekawa.

30.09.2019 r.

Byłam na rowerze na Placu Biegańskiego. Miałam wracać do domu, ale zobaczyłam odnowiony kościół. Była msza, weszłam cicho i stanęłam przy schodach. Widziałam Pana P, znajomych z gimnazjum i technikum. Ktoś wychodził z ławki, po czym stanął przede mną, okazało się że to k. Blokowałam sobą wyjście. Powiedziała "kurwa no nie" i wbiegła po schodach. Za nią jej chłopak, rzucił, żebym stąd spierdalała. Parsknęłam na głos śmiechem. Słyszałam za plecami, że gdybym stanęła bliżej światła, byłoby fajne zdjęcie, od Pana P i innego chłopaka. Olałam to. Chłopak i k wrócili na swoje miejsca. Siadłam z jakimiś znajomymi i klonem k, mówiącym, że ją samą ostro pojebało, że była w szpitalu, ale nic to nie dało. Wzruszyłam ramionami. Msza się skończyła. Wyszłam z ludźmi zapalić, patrzyliśmy kto wychodzi. Rozmawiałam później z chłopakiem k, spytał mnie, co ma zrobić, żebym się wyprowadziła, bo dla k to za dużo, że ja tu mieszkam i mnie spotyka. Odpowiedziałam, że chce fizycznego dowodu, że ona też cierpiała. Mówił, że matka jej zmarła, pokazał mi jej grób. Ona sama pokazała mi ze łzami w oczach, nago, sznyty na całym ciele. Podeszłam do niej z uśmiechem i powiedziałam, że to za mało, że NIC nie wystarczy.

26.09.2019 r.

Miałam urodziny, na których był jakiś chłopak, którego nie znam i kolega. Porobili mi paski na palcach i dłoniach. Myślałam, że to marker. Okazało się, że to wszyte nitki. Byłam w pracy, wycinałam je i płakałam z bólu. Całe dłonie miałam we krwi. Kierowniczka kawała mi na to plastry.

---

Byłam w pokoju babci. Na zewnętrznym parapecie leżał M, jego brat i dziewczyna brata, plus wspólny znajomy i jakiś chłopak. Otworzyłam okno i kazałam im wejść do pokoju. M mnie dotknął i spytał czy wszystko okej. Odepchnęłam go i powiedziałam, żeby mnie nie dotykał. Ten chłopak chciał mnie odepchnąć i wejść do środka, mówił, żebym tak nie robiła, to drugie piętro. Powiedziałam, że mam to gdzieś, ale on i tak wszedł do mieszkania. M się na niego rzucił, ale on go odepchnął. Skoczyłam na niego z pięściami i biłam go rękoma w bandażach.

25.08.2019 r.

Siedziałam przed lustrem. Zauważyłam coś na swojej głowie, we włosach. Myślałam, że to paproch. Chciałam to ściągnąć, ale zaczęło być tego więcej. Miało fakturę cukru zmieszanego z olejem. Ciągle próbowałam to ściągnąć, ale zaczęłam rwać skórę do krwi.

---

Mieszkałam we Wrocławiu. Byłam zdenerwowana i zgubiona. Miałam jechać do pracy, ale tramwaj źle pojechał. Wysiadłam z niego, wiedziałam, że jak się spóźnię, to mnie zwolnią. Próbowałam się odnaleźć, szukać pomocy, iść dalej. Wyszłam na most nad rzeką. Siadłam na schodach, karmiłam jakieś ptaki słodką bułką. Płakałam. Wróciłam w poprzednie miejsce, gdzie wysiadłam z tramwaju. Jakaś pani mnie zaczepiła, mówiła coś o mojej winie. Poczułam, że ktoś mnie ciągnie za rękę, mówi, że jesteśmy już spóźnieni. Odwróciłam się, był to chłopak z długimi blond włosami. Był młodszy ode mnie. Powiedział, że ta pani nigdy by nie przestała gadać. Zaczął opowiadać o sobie, że uciekł ze szkoły i mu się nudzi. Rozmawiałam z nim bardzo długo chodząc po mieście.

wtorek, 6 sierpnia 2019

06.08.2019 r.

Byłam w szpitalu. Wszyscy byli atakowani chorobami przez robactwo. Ja przez karaluchy. Widziałam mężczyznę, lekarza (Dean Norris), który tłumaczył, co będą mi robili. Byłam przerażona, na łóżku obok mnie wywozili mężczyznę z całą przezroczystą skórą, pod którą chodziły i ruszały się jasne glizdy. Byłam zbyt delikatna fizycznie na karaluchy, więc miałam mieć przeprowadzoną operację, gdzie najpierw włożą mi rurę do żołądka przez gardło, a później dotkną mojego serca przy otwartej klatce piersiowej karaluchem. Później wszyją go tam. Panikowałam, by nie robili mi tego na żywca, by mnie uśpiono. Lekarz się nie zgodził, powiedział, że nie mają jak liczyć czasu. Zaproponowałam użycie mojego stopera w telefonie. Odparł, że może być, po czym od razu zmienił zdanie, mówiąc, że mam włączone wygaszanie ekranu i tak być nie może. Zaczęłam szukać jak mogę to wyłączyć, ale Marcin ciągle do mnie pisał i telefon zwieszał mi się przez powiadomienia. Jego jedna z wiadomości brzmiała "powodzenia na operacji XD". Zaczęto wyjeżdżać moim łóżkiem z pokoju, ja nadal panicznie szukałam tej opcji. Nagle do pokoju wpadła lekarka, rzucając się na mnie i wpychając mi rurę do gardła. Czułam jedynie to jak się duszę i jak lecą mi łzy.

wtorek, 16 lipca 2019

16.07.2019 r.

Obcinałam nożyczkami włosy na rękach. Podawałam drinki jako barmanka Jake'owi Gyllenhaalowi. Męskie wyrobione dłonie przyduszały mnie do pochyłej pustej ściany.