piątek, 31 stycznia 2020
19.01.2020 r.
Szłam po osiedlu. Była bardzo dziwna pogoda, jakby zaraz miała nadejść burza. Przede mną pojawił się zamek z fosą. Weszłam do środka, po czym znalazłam się w pokoju mojej babci, ale jakbym sama miała paręnaście centymetrów, a wszystko było ogromne. Były tam zwierzęta, które przed czymś uciekały. Była również jakaś zagadka, coś na poziomie escape roomu. Na środku stała ozdobna świąteczna choinka, pod nią paczka w której było siano, węgielek i kamień. Spojrzałam na te rzeczy i powiedziałam "o, Marcin, masz swoje rzeczy do pizzy". Ten kamień był krzemieniem, dało się go odkręcić na dwie połowy. Rozłożyłam siano i próbowałam zrobić ognisko, które w ogóle nie chciało płonąć. Wszyscy wokół mnie poganiali -- zwierzęta, oraz głos jakiejś bogini, której nie było w pokoju. Nie udało mi się rozpalić ogniska, poparzyłam się jedynie. Głos bogini kazał mi uciekać póki mogę. Wybiegłam stamtąd ze zwierzętami.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.