czwartek, 2 stycznia 2020

22.12.2019 r.

Byłam w aptece z receptą na dwie tabletki dzień po. Poszłam tam w środku nocy, żeby nikt mnie nie widział. Wychodząc zostałam napadnięta przez mężczyznę, który powtarzał, że to nie jego wina i żebym oddała tabletki. Uciekłam mu. Później zaczął mnie śledzić bezdomny z dywanami. Pod moją klatką był trzepak, sam blok był bardzo wysoki. Weszłam do klatki i akurat zauważyłam, że cała rodzina jest odświętnie ubrana i bardzo młoda. Mama wyglądała ślicznie, Bartek był jeszcze malutki. W głowie miałam tylko to, że nie będę im przeszkadzała, ale wyjść nie mogę, bo bezdomny dobijał się do drzwi. Mieli gdzieś jechać całą rodziną. Wyszli z klatki, ale po chwili mama i Bartek wrócili. Popłakałam się i spytałam czy mogę iść z nimi, tylko bym się lepiej ubrała. Mama powiedziała, że nie ma problemu i poczekają. Bartek złapał mnie za nogawkę i gaworzył, że nie puści. W domu siadłam z nim na kolanach, a później się przebrałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.