piątek, 31 stycznia 2020
17.01.2020 r.
Śniło mi się, że wyszłam z Marcinem na miasto. Była noc i padał deszcz. Spacerowaliśmy, piliśmy w jakimś barze. W jednym zaczepił go jakiś facet, że buduje makiety i nam jakieś pokaże. Poszliśmy z nim do jakiejś bramy w II Alei. Na końcu był ślepy zaułek, małe pomieszczenie ze studnią na środku i spiralne schody w dół. Na dole było jego mieszkanie. Byłam tam sama. Chciał mnie zamknąć, trzymał za ręce i szarpał. Krzyczałam, koniec końców się z nim biliśmy. Z każdą chwilą był od nas większy. Uciekaliśmy niszcząc jego rzeczy, żeby nas zostawił. Na samej górze była jego żona z bronią. Zabrał ją jej i wyciągnął naboje, próbując wepchnąć je do jej gardła. Złapałam go za ramię z płaczem i próbowałam odciągnąć. Dogonił nas mężczyzna i zaczął ryczeć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.