czwartek, 2 stycznia 2020

29.11.2019 r.

Wbiłam sobie śrubę w prawą kostkę. Strasznie bolało, więc poszłam po pomoc do szpitala, który wyglądał jak pomieszczenie pielęgniarki w szkole. Była ogromna kolejka. I nikt nie chciał mi pomóc. Próbowałam sama to wyjąć, ale jak dotknęłam to dosłownie przeszył mnie prąd bólu i zaczęłam mdleć. Ciągle płakałam i prosiłam o pomoc. Jakaś lekarka polała ranę płynem do USG i wzięła kombinerki. Powtarzałam, że nie może tego zrobić, że musi mnie uśpić. Ona to wyrwała, ja się obudziłam.

Byłam w ukrytym klubie nocnym. Ostre światła, ciemne kąty i różne sale i pomieszczenia. Nie był to burdel, chociaż również do tego typu rzeczy służący. M mówił, że idzie gdzieś z chłopakami, a ja miałam przypuszczenia, że idzie właśnie tam. Nie byłam zła, to nadal muzyka i alkohol, nikt nie musiał tam korzystać z innych usług. Miałam bardzo długie włosy, a na ramieniu zawieszony aparat. Chodziłam przez te pokoje i rozmawiałam z ludźmi. Różne fetysze, płcie, seksualne zabawki, pokoje czarne i BDSM, różowe i lolicie. Mówiłam im po co tu jestem, wszyscy życzyli mi powodzenia, przytulali, całowali w policzki. Nie znalazłam go. Wróciłam do wyjścia, a on stał uśmiechnięty przy lustrze. Spytał co tu robię, ja pytam ile razy. Przestał się uśmiechać, pokazał jeden palec, oparł głowę o ręce i zaczął płakać. Powiedziałam, że spoko, jego wybór, ale ma mnie zostawić w spokoju. Chciał za mną iść, ale podbiegłam do ochroniarzy i powiedziałam im co i jak. Wyrzucili go, ja wróciłam do chodzenia po klubie i robiłam wszystkim zdjęcia. Dali mi się przebrać w uroczą sukienkę w różowym pokoju i czesali mi włosy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.